Strona główna » Tańsze paliwo dla Polaków? W Świnoujściu skorzystają także Niemcy. A rachunek zostanie w Polsce

Tańsze paliwo dla Polaków? W Świnoujściu skorzystają także Niemcy. A rachunek zostanie w Polsce

by danielszysz
Tańsze paliwo dla Polaków

Od poniedziałku ma być taniej na stacjach. Hasło brzmi pięknie: paliwo nawet około złotówki tańsze na litrze. Polacy mają odetchnąć. Tyle że w Świnoujściu wystarczy spojrzeć kilka kilometrów dalej, za niemiecką granicę, żeby zobaczyć absurd całej sytuacji. Bo z tańszego paliwa nie skorzystają wyłącznie Polacy. Skorzystają również Niemcy. I to masowo.

Jeżeli różnica w cenie rzeczywiście będzie wynosiła około złotówki na litrze, nie trzeba być ekonomistą, żeby przewidzieć, co wydarzy się na przygranicznych stacjach.

Niemcy przyjadą tankować do Polski.

Pełne baki.

Kanistry.

Samochody rodzinne.

Busy.

A przy odpowiednio dużej różnicy cenowej być może także regularna turystyka paliwowa.

I trudno mieć do nich pretensje.

Każdy rozsądny kierowca pojedzie tam, gdzie jest taniej.

Problem nie leży więc po stronie niemieckiego kierowcy.

Problem leży w Warszawie

Jeżeli rząd tworzy rozwiązanie, którego koszt w jakiejkolwiek formie ponosi polski budżet, powinien odpowiedzieć na jedno proste pytanie:

dlaczego z programu finansowanego kosztem polskich finansów publicznych bez ograniczeń korzystać mają również mieszkańcy Niemiec?

Na stacji benzynowej nikt nie zapyta:

„Czy płaci pan podatki w Polsce?”

Nie będzie sprawdzania polskiego PIT-u.

Nie będzie sprawdzania miejsca zamieszkania.

Nie będzie sprawdzania obywatelstwa.

Będzie jedna cena.

I dokładnie taką samą cenę zobaczy mieszkaniec Świnoujścia, jak i kierowca, który pięć minut wcześniej przejechał przez granicę z Niemiec.

To ma być pomoc dla Polaków?

Bo w mieście takim jak Świnoujście może się okazać, że będzie to również wyjątkowo atrakcyjna promocja dla niemieckich kierowców.

Niemcy już wiedzą, gdzie jest granica

Świnoujście ma szczególne położenie.

Tutaj Niemiec nie musi jechać sto kilometrów do Polski.

Nie musi organizować specjalnej wyprawy.

Dla tysięcy mieszkańców niemieckiego pogranicza polska stacja benzynowa znajduje się praktycznie za rogiem.

Jeżeli na pięćdziesięciolitrowym baku można będzie oszczędzić kilkadziesiąt złotych, pytanie nie brzmi:

czy Niemcy przyjadą?

Pytanie brzmi:

ilu ich przyjedzie?

Warto w poniedziałek spojrzeć na świnoujskie stacje.

Warto zobaczyć tablice rejestracyjne.

Warto zobaczyć kolejki.

I wtedy zadać bardzo niewygodne pytanie:

KTO TAK NAPRAWDĘ JEST BENEFICJENTEM TEGO PROGRAMU?

„Rząd obniżył”. A kto za to płaci?

Politycy uwielbiają mówić:

„Dajemy”.

Rząd daje.

Państwo dopłaca.

Budżet pomaga.

Tyle że państwo nie posiada magicznego sejfu z pieniędzmi, które spadają z nieba.

Jeżeli państwo zmniejsza wpływy podatkowe albo finansuje mechanizmy obniżające ceny, koszt pojawia się gdzie indziej.

W budżecie.

A budżet państwa tworzą przede wszystkim podatnicy.

Czyli my wszyscy.

Dlatego przedstawianie takiego programu wyłącznie jako prezentu dla Polaków jest wyjątkowo wygodne politycznie.

Bo nikt na konferencji prasowej nie pokazuje drugiej strony rachunku.

Ile ta operacja będzie kosztowała?

Ile pieniędzy nie wpłynie do budżetu?

Jak dużo paliwa zostanie sprzedane zagranicznym kierowcom?

Czy ktoś policzył skalę turystyki paliwowej na zachodniej granicy?

Czy ktoś w Warszawie w ogóle pomyślał o Świnoujściu, Szczecinie, Kostrzynie, Słubicach czy Zgorzelcu?

Polski podatnik finansuje system. Niemiecki kierowca przyjeżdża po korzyść

I właśnie to najbardziej bulwersuje.

Polak zapłaci podatki.

Polski przedsiębiorca zapłaci podatki.

Polska rodzina zapłaci podatki.

A kiedy powstanie system obniżający cenę paliwa, do dystrybutora może podjechać samochód na niemieckich numerach i korzystać dokładnie z tej samej ceny.

Oczywiście trzeba powiedzieć uczciwie: nie oznacza to, że rząd będzie wręczał Niemcowi złotówkę za każdy litr paliwa.

Ale jeżeli obniżka wynika z podatków, regulacji lub mechanizmów finansowanych przez państwo, to część korzyści ekonomicznej trafia również do zagranicznego klienta.

I właśnie o to trzeba pytać.

Bo jeśli program ma pomagać Polakom, dlaczego nie został skonstruowany tak, aby pomoc rzeczywiście była skierowana do Polaków?

Świnoujście może zobaczyć efekt szybciej niż Warszawa

W Warszawie można przygotować konferencję.

Można ustawić mównicę.

Można powiedzieć:

„Obniżyliśmy Polakom ceny paliwa”.

Można zrobić zdjęcie.

Można nagrać spot.

Można wrzucić grafikę do internetu.

Ale rzeczywistość przy granicy wygląda zupełnie inaczej.

Tutaj wystarczy pojechać w poniedziałek rano na stację benzynową.

Jeżeli różnica cenowa będzie rzeczywiście znacząca, zobaczymy, jak szybko działa prawdziwa gospodarka.

Nie ta z konferencji prasowej.

Ta przy dystrybutorze.

Niemieckie samochody ustawią się tam, gdzie paliwo będzie tańsze.

I trudno będzie wtedy przekonywać mieszkańca Świnoujścia, że jest to program wyłącznie dla niego.

Panie premierze Tusk, prosimy odpowiedzieć

Jeżeli rząd chce przekonać Polaków, że robi im wielki prezent, niech najpierw pokaże pełny rachunek.

Ile kosztuje obniżka?

Kto pokrywa koszt?

Jakie będą konsekwencje dla budżetu państwa?

Czy rząd oszacował, jaka część sprzedaży po obniżonych cenach przypadnie kierowcom zagranicznym?

Czy przeanalizowano sytuację miejscowości przygranicznych takich jak Świnoujście?

Bo bardzo łatwo powiedzieć:

„Daliśmy wam złotówkę taniej”.

Znacznie trudniej powiedzieć:

„A teraz pokażemy wam, kto za tę złotówkę zapłaci”.

W poniedziałek patrzmy na stacje

Mieszkańcy Świnoujścia nie potrzebują wielkich analiz.

Wystarczy jeden poniedziałek.

Wystarczy kilka godzin.

Wystarczy spojrzeć na stacje benzynowe.

Jeżeli pojawią się kolejki samochodów na niemieckich tablicach, będziemy mieli najlepszy dowód na to, że gospodarcze decyzje podejmowane w Warszawie wyglądają zupełnie inaczej kilkaset kilometrów dalej, przy granicy.

Polacy mają dostać tańsze paliwo.

Pięknie.

Tylko dlaczego razem z nimi identyczną korzyść ma dostać każdy niemiecki kierowca, który przekroczy granicę i zatankuje do pełna?

Bo rachunek pozostaje w Polsce.

A paliwo może pojechać do Niemiec.

I tego właśnie rząd powinien Polakom wytłumaczyć.

 

Tusk zawsze może liczyć na Kaczyńskiego. Polityczny konflikt, który służy obu stronom?

Barbara Michalska nie zostawia suchej nitki na Joannie Agatowskiej. „Agatowska opowiada totalne bzdury na temat ruchu w mieście. Skąd Ona je bierze?”

Gigantyczna bandera Wojska Polskiego zawiśnie na latarni

Nocna plaża w Świnoujściu zachwyca. Zobacz najpiękniejszą plażę w Polsce po zmroku

You may also like