Dlaczego samorządowcom tak łatwo przychodzi wydawanie naszych pieniędzy?
Czy naprawdę nikt już nie liczy, ile kosztują propagandowe „sukcesy”? Przykład tramwaju wodnego zachodniopomorskiego pokazuje, że samorządowcy coraz częściej traktują publiczne pieniądze jak własny portfel, z którego można finansować medialne projekty bez realnego pożytku dla mieszkańców.
500 tysięcy złotych – czy to naprawdę „drobna kwota”?
Latem władze regionu z dumą ogłaszały „sukces” tramwaju wodnego, który miał łączyć miejscowości Pomorza Zachodniego. Tyle że z kieszeni podatników poszło na to pół miliona złotych. Z projektu skorzystało 5800 osób. To oznacza, że do każdego biletu dopłaciliśmy 80 złotych.
Czy naprawdę warto było wydać tyle, żeby garstka turystów mogła popłynąć łódką w imię „promocji regionu”? Czy ktokolwiek w urzędzie zadał sobie trud, by policzyć, ile kosztuje ten „sukces”?
Świnoujście, które nie potrzebuje promocji
Dlaczego miasto, które i tak pęka w szwach od turystów, ma dopłacać do projektów, które nie zwiększają liczby odwiedzających?
Świnoujście od lat jest jednym z najpopularniejszych kurortów w Polsce. W sezonie nie ma tu wolnych miejsc, plaże są pełne, hotele zajęte. A mimo to z budżetu miasta wydano 100 tysięcy złotych, by dopisać się do „wielkiego sukcesu tramwaju wodnego”.
Czy naprawdę miasto, które nie potrzebuje reklamy, musi płacić za nią z publicznych pieniędzy? A może chodzi o coś innego – o pokazanie w mediach, że władze są „aktywne” i „dbają o promocję regionu”?
Czy promocja ma sens, gdy nie przynosi efektów?
Dlaczego nikt nie rozlicza tych działań z efektów? Gdzie są raporty pokazujące, ilu nowych turystów przyjechało dzięki tramwajowi? Ilu przedsiębiorców na tym zyskało? Ile pieniędzy wróciło do budżetu?
Skoro Świnoujście musiało dopłacić 100 tysięcy złotych, to dlaczego nikt nie pyta, czy te pieniądze mogłyby zostać lepiej wykorzystane – na przykład na drogi, remonty, szkoły, czy ochronę zdrowia?
Propaganda zamiast gospodarności
Dlaczego samorządowcy tak chętnie inwestują w projekty, które przynoszą im ładne zdjęcia w mediach, a nie realne korzyści mieszkańcom? Czy naprawdę promocja jest ważniejsza niż zdrowy rozsądek?
W Świnoujściu, jak mówią mieszkańcy, prezydent Joanna Agatowska potrafi miesięcznie wydać więcej na propagandę niż na realne potrzeby miasta. Informacyjne biuletyny, sponsorowane artykuły, konferencje – wszystko po to, by pokazać, że „jest dobrze”. Ale czy naprawdę jest?
Czy ktoś jeszcze czuje odpowiedzialność za publiczne pieniądze?
Dlaczego tak łatwo wydaje się środki, które nie są własne? Bo to nie prywatny portfel. Bo nikt nie ponosi osobistej odpowiedzialności. Bo zawsze można powiedzieć: „to dla promocji regionu”, „to inwestycja w turystykę”, „to projekt unijny”.
Tyle że ostatecznie rachunek płacą mieszkańcy – ci, którzy codziennie widzą dziury w drogach, kolejki do lekarzy i rosnące rachunki. To ich pieniądze idą na projekty, które mają tylko jedno zadanie – dobrze wyglądać w mediach.
Czy naprawdę o to chodzi w samorządzie?
Czy samorząd to miejsce, gdzie powinno się mądrze zarządzać wspólnymi środkami, czy raczej platforma autopromocji lokalnych polityków? Czy władze są jeszcze dla ludzi, czy dla własnego PR-u?
Każdy z nas ma prawo zapytać:
Dlaczego nikt nie broni naszych pieniędzy przed takimi decyzjami? Dlaczego nikt nie pyta o efekty? Dlaczego samorządowcom tak łatwo przychodzi wydawanie nie swoich pieniędzy?
Pytania, które trzeba zadać
Czy tramwaj wodny był potrzebny?
Nie – Świnoujście i inne nadmorskie miasta mają wystarczająco turystów bez dodatkowej „promocji”.
Czy to był sukces?
Jeśli sukcesem nazywamy 5800 pasażerów przy 500 tysiącach dopłat – to tylko propagandowy.
Kto za to zapłacił?
My – mieszkańcy Pomorza Zachodniego, ze swoich podatków.
Czy ktoś poniesie odpowiedzialność?
Najpewniej nie. W końcu „to tylko pieniądze publiczne”.
