Pracownicy handlu mają dość.
Coraz dłuższe godziny otwarcia sklepów budzą sprzeciw pracowników
Polacy przyzwyczaili się do wygody. Zakupy można zrobić niemal o każdej porze dnia, a w wielu miejscach nawet późnym wieczorem. Dla klientów to komfort. Dla tysięcy pracowników handlu oznacza to jednak coraz większe zmęczenie, problemy rodzinne i życie podporządkowane grafikom układanym pod potrzeby wielkich sieci handlowych.
W ostatnich latach coraz częściej pojawiają się skargi pracowników sklepów na wydłużanie godzin otwarcia placówek. Szczególnie przed świętami część sieci decyduje się na pracę do późnych godzin nocnych. Związkowcy alarmują, że niektóre sklepy były otwarte nawet do pierwszej w nocy, co wywołało falę protestów i interwencji.
Klient wychodzi o północy. Pracownik zostaje jeszcze na wiele godzin
Mało kto zdaje sobie sprawę, że zamknięcie drzwi sklepu nie oznacza końca pracy personelu.
Po wyjściu ostatniego klienta trzeba rozliczyć kasy, uzupełnić półki, przygotować dostawy, posprzątać sklep i zabezpieczyć placówkę. W praktyce oznacza to, że pracownicy kończą zmianę znacznie później niż wskazuje oficjalna godzina zamknięcia sklepu.
W efekcie wiele osób wraca do domu w środku nocy. Następnego dnia często muszą ponownie stawić się do pracy, bo w handlu od lat brakuje rąk do pracy.
Handel działa coraz dłużej. Ludzie są coraz bardziej zmęczeni
Rosnące oczekiwania klientów sprawiają, że sieci handlowe prześcigają się w wydłużaniu godzin otwarcia. Klienci mogą robić zakupy do godziny 22:00, 23:00, a czasem jeszcze później.
Coraz częściej pojawiają się jednak głosy, że wygoda klientów nie może być budowana kosztem zdrowia pracowników.
To właśnie dlatego do Sejmu trafiły propozycje ograniczenia godzin pracy sklepów w soboty i zamykania placówek najpóźniej o godzinie 21:00. Autorzy takich pomysłów podkreślają, że obecnie część pracowników kończy pracę tak późno, że wolna niedziela staje się dla nich jedynie fikcją.
Brakuje pracowników. Obowiązków przybywa
Handel od dawna zmaga się z problemami kadrowymi. W wielu sklepach załogi są minimalne, a obowiązków stale przybywa.
Pracownik nie tylko obsługuje kasę. Musi również wykładać towar, odbierać dostawy, sprzątać, obsługiwać klientów i wykonywać dziesiątki innych zadań. Wydłużanie godzin otwarcia bez zwiększania liczby pracowników powoduje narastającą frustrację.
Nie dziwi więc, że w ostatnich miesiącach dochodziło do protestów, akcji związkowych oraz interwencji dotyczących warunków pracy w handlu.
Rodzina przegrywa z wielkim handlem
Najbardziej cierpi życie prywatne pracowników.
Wieczorne i nocne zmiany oznaczają mniej czasu dla dzieci, partnerów i bliskich. Wielu pracowników przyznaje, że coraz trudniej zaplanować rodzinne życie, gdy grafik może zostać zmieniony niemal z dnia na dzień.
Praca do późna staje się szczególnie uciążliwa dla rodziców małych dzieci, którzy muszą organizować opiekę lub rezygnować z czasu spędzanego z rodziną.
Czy ktoś jeszcze myśli o ludziach?
Sieci handlowe podkreślają, że działają zgodnie z przepisami i zapewniają pracę w ramach obowiązujących norm czasu pracy. Jednocześnie argumentują, że wydłużone godziny otwarcia są odpowiedzią na potrzeby klientów.
Jednak coraz więcej osób zadaje pytanie, czy w pogoni za zyskiem i wygodą konsumentów nie zapomniano o tych, którzy codziennie stoją za kasami, wykładają towar i dbają o funkcjonowanie sklepów.
Bo nawet najbardziej nowoczesny dyskont nie będzie działał bez człowieka.
Podsumowanie
Rosnące niezadowolenie pracowników handlu pokazuje, że problem wydłużania godzin otwarcia sklepów staje się coraz poważniejszy. Klienci zyskują możliwość robienia zakupów późnym wieczorem, ale koszt tej wygody ponoszą pracownicy, którzy coraz częściej mówią o przemęczeniu, brakach kadrowych i utracie życia prywatnego.
Pytanie brzmi: gdzie kończy się wygoda klientów, a zaczyna prawo pracownika do odpoczynku?

