Burzliwa dyskusja czy przekroczenie granic?
Polityka zawsze budzi emocje. Mieszkańcy mają prawo krytykować władzę, a władza ma prawo odpowiadać na zarzuty. Jednak granica pomiędzy polemiką a personalnym atakiem powinna być szczególnie wyraźna wtedy, gdy po jednej stronie stoi zwykły mieszkaniec, a po drugiej urzędujący prezydent miasta.
Portal GS24 opisał internetową dyskusję z udziałem prezydent Świnoujścia Joanny Agatowskiej. Największe poruszenie wywołały słowa skierowane do jednego z mieszkańców:
„Jest pan wstydem dla rodziny”.
To zdanie błyskawicznie stało się symbolem debaty, która zamiast koncentrować się na argumentach, zaczęła skupiać się na emocjach i ocenach personalnych.
Mieszkaniec zadał pytanie. Odpowiedź wywołała lawinę komentarzy
Punktem wyjścia była dyskusja dotycząca polityki kadrowej Urzędu Miasta. Jeden z mieszkańców zwrócił uwagę na to, co uznał za sprzeczność pomiędzy deklaracjami o potrzebie zatrudniania osób z wykształceniem a przypadkami zatrudniania pracowników bez matury.
Można zgadzać się z takim poglądem lub go krytykować. Można uznać go za niesprawiedliwy albo krzywdzący. Jednak w demokratycznym społeczeństwie obywatel ma prawo zadawać pytania dotyczące funkcjonowania urzędu i sposobu zarządzania miastem.
W odpowiedziach pojawiły się jednak nie tylko argumenty odnoszące się do meritum sprawy. W dyskusji padły również określenia dotyczące samego mieszkańca. Mowa była między innymi o „podłym człowieku”, „najbardziej prymitywnym poziomie użytkownika Facebooka”, a także pojawiły się odniesienia do jego życia zawodowego.
Dla wielu mieszkańców pojawiło się pytanie, czy właśnie tak powinna wyglądać komunikacja pomiędzy władzami miasta a obywatelami.
Funkcja publiczna zobowiązuje
Prezydent miasta nie jest zwykłym użytkownikiem Facebooka.
To osoba pełniąca jedną z najważniejszych funkcji publicznych w samorządzie. Reprezentuje wszystkich mieszkańców. Zarówno swoich zwolenników, jak i osoby, które głosowały na innych kandydatów.
Właśnie dlatego od osób sprawujących władzę oczekuje się większej odporności na krytykę niż od przeciętnego mieszkańca.
Polityk może nie zgadzać się z opiniami obywateli. Może prostować nieprawdziwe informacje. Może bronić swoich decyzji.
Jednak wielu mieszkańców oczekuje, że będzie to robił przede wszystkim za pomocą argumentów, a nie ocen dotyczących charakteru rozmówcy czy jego rodziny.
Media społecznościowe zmieniły politykę
Jeszcze kilkanaście lat temu większość sporów politycznych odbywała się podczas sesji rady miasta, spotkań z mieszkańcami lub na łamach lokalnych mediów.
Dziś wystarczy kilka sekund, aby rozpocząć publiczną dyskusję z prezydentem miasta.
To ogromna szansa na budowanie relacji i szybką komunikację.
Jednocześnie jest to pułapka.
Wpis opublikowany pod wpływem emocji może zostać zapisany, udostępniony i cytowany przez lata. Każde słowo wypowiedziane przez osobę pełniącą funkcję publiczną staje się częścią publicznego wizerunku urzędu.
Dlatego styl komunikacji coraz częściej staje się równie ważny jak same decyzje polityczne.
Czy krytyka oznacza nienawiść?
W jednej z odpowiedzi pojawiła się sugestia, że krytyczny mieszkaniec powinien „ochłonąć z nienawiści do demokratycznego wyboru mieszkańców Świnoujścia”.
To przykład zjawiska coraz częściej obserwowanego w polskiej debacie publicznej.
Krytyka działań władz bywa utożsamiana z atakiem na demokrację lub przejawem nienawiści.
Tymczasem demokracja opiera się właśnie na możliwości zadawania trudnych pytań.
Mieszkaniec może nie zgadzać się z decyzjami władz i jednocześnie szanować wynik wyborów.
Może krytykować działania magistratu i jednocześnie troszczyć się o rozwój miasta.
Nie każda krytyka jest hejtem.
Nie każde niewygodne pytanie jest atakiem.
Nie każda różnica zdań oznacza wrogość.
Problem większy niż jedna internetowa dyskusja
Sprawa opisana przez GS24 wykracza poza jedną wymianę zdań w mediach społecznościowych.
To przykład szerszego problemu dotyczącego jakości debaty publicznej w Polsce.
Coraz częściej politycy odpowiadają emocjami na emocje.
Coraz częściej zamiast argumentów pojawiają się etykiety.
Coraz częściej rozmowa zamienia się w konflikt.
Przegrywają na tym przede wszystkim mieszkańcy, którzy oczekują odpowiedzi na konkretne pytania dotyczące funkcjonowania miasta.
Świnoujście potrzebuje rozmowy o ważnych sprawach
Przed Świnoujściem stoi wiele wyzwań.
Budowa portu kontenerowego.
Przyszłość turystyki.
Problemy komunikacyjne.
Polityka mieszkaniowa.
Rozwój infrastruktury.
Kondycja finansów miasta.
To właśnie o tych sprawach mieszkańcy chcą rozmawiać.
To właśnie od tych tematów zależy przyszłość miasta.
Publiczna debata powinna pomagać w rozwiązywaniu problemów, a nie odwracać od nich uwagę.
Pytania, które pozostają bez odpowiedzi
Czy prezydent miasta powinna odpowiadać mieszkańcom w taki sposób?
Czy emocjonalne wpisy pomagają budować wspólnotę lokalną?
Czy osoby pełniące funkcje publiczne powinny być oceniane również pod kątem kultury prowadzenia debaty?
I najważniejsze pytanie:
Czy taka forma komunikacji przybliża mieszkańców do władz miasta, czy raczej pogłębia podziały i wzajemną nieufność?
Bo urząd prezydenta miasta to nie tylko stanowisko administracyjne.
To również odpowiedzialność za standard debaty publicznej.
A mieszkańcy mają prawo oczekiwać, że nawet w najgorętszym sporze będzie on wyższy niż poziom zwykłej internetowej kłótni.
Źródło
Cytaty wykorzystane w tekście pochodzą z materiału opublikowanego przez portal GS24 dotyczącego internetowej dyskusji prowadzonej przez prezydent Świnoujścia Joannę Agatowską.

