Kłamstwa, manipulacje, oszustwa, a czasem wręcz kradzieże – tak wygląda dziś polska polityka. Minęły dwa lata od wyborów parlamentarnych, półtora roku od wyborów samorządowych. I co się zmieniło? Wystarczy spojrzeć na swoje miasta, regiony i całe państwo.
Politycy prawicy, lewicy i tak zwanego środka nie różnią się od siebie. Wszyscy działają według jednego schematu: jak najwięcej wziąć, jak najmniej dać. Dobro obywateli? Dobro kraju? To tylko hasła, które świetnie brzmią w kampanii wyborczej, ale później tracą znaczenie.
Media podporządkowane politykom, radni chodzący na partyjnej smyczy, ministrowie i wojewodowie obsadzeni według klucza lojalności, a nie kompetencji – to codzienność, z którą musimy się mierzyć. Ten system działa od góry do dołu – od premiera i prezydenta, po wójta czy sołtysa.
Ale prawda jest taka, że na to wszystko pozwalamy my – obywatele. To Polacy wybierają takich ludzi. Jeśli rządzą nami ci, którzy bardziej dbają o swoje portfele niż o przyszłość narodu, to pretensje możemy mieć przede wszystkim do siebie.
