Miasto chwali się, że ograniczy prom, w jego miejsce puści autobus i dzięki temu zaoszczędzi pieniądze.
Brawo. Rewolucja w ekonomii.
To skoro już odkryliśmy, że można oszczędzać przez likwidowanie tego, z czego korzystają mieszkańcy, pójdźmy krok dalej.
Może zlikwidujmy dwa stanowiska zastępców prezydenta?
Może zrezygnujmy z sekretarza miasta?
Może przeanalizujmy również koszty najwyżej opłacanych stanowisk w urzędzie?
Przecież — zgodnie z tą samą logiką — „jakoś sobie poradzimy”.
Cztery stanowiska mniej przy urzędzie zatrudniającym kilkaset osób. Jeżeli rzeczywiście miałoby to dać w skali kadencji kilka milionów złotych oszczędności, mieszkańcy powinni zobaczyć dokładne wyliczenia.
Bo bardzo łatwo oszczędza się na mieszkańcach.
Trudniej zacząć oszczędzać od siebie.
Prom? Za drogi.
Autobus? Wystarczy.
Stanowiska na szczycie urzędu? Tu nagle oszczędności przestają być takie pilne?
Może więc problemem nie jest brak pieniędzy. Może problemem jest tylko to, na kim najłatwiej je oszczędzić.
Tylko prawda jest ciekawa.
Powódź w Tajlandii. Pattaya pod wodą, zaginął turysta, wstrzymane promy
NARRACJA DLA IDIOTÓW? MIASTO LIKWIDUJE PROM I MÓWI O OSZCZĘDNOŚCIACH
