Facebookowe grupy to ściek informacyjny. Jak internet zamienił się w wysypisko frustracji
Grupy facebookowe miały być miejscem wymiany informacji, doświadczeń i wzajemnej pomocy. Tak przynajmniej wyglądało to w teorii. W praktyce stały się jednym z najbardziej toksycznych obszarów internetu. Ściekiem, w którym zamiast wiedzy płynie hejt, pogarda i frustracja ludzi, którzy nie potrafią lub nie chcą funkcjonować w normalnej rozmowie.
Nie dotyczy to tylko lokalnych grup, takich jak te związane ze Świnoujściem. To zjawisko ogólnopolskie i globalne. Nieważne, czy wejdziesz na grupę o nieruchomościach w Polsce, o pracy za granicą, o podróżach po świecie, o samochodach, o prowadzeniu firmy czy zwykłym wypoczynku. Mechanizm jest zawsze ten sam. Zamiast informacji jest atak. Zamiast wsparcia jest wyśmiewanie. Zamiast rozmowy jest lincz.
Statystyka jest brutalna. Około 90 procent komentarzy to hejt lub agresywne mądrzenie się. Kilka procent to ironia i szyderstwo. Realna pomoc pojawia się sporadycznie i zwykle ginie w morzu jadu. Człowiek, który przychodzi z pytaniem, bardzo szybko dowiaduje się, że jest głupi, nieogarnięty albo bezczelny. Nieważne, czego dotyczy pytanie. Ważne, żeby komuś dowalić.
Jeżeli chcesz sprzedać mieszkanie, jesteś złodziejem. Jeżeli chcesz kupić, jesteś naiwniakiem. Jeżeli pytasz o cenę, to znaczy, że cię nie stać. Jeżeli podajesz cenę, jesteś oderwany od rzeczywistości. Jeżeli zapytasz o nocleg, usłyszysz, że trzeba było myśleć wcześniej. Jeżeli zapytasz o trasę, dowiesz się, że Google istnieje. Jeżeli podzielisz się doświadczeniem, ktoś natychmiast nazwie to reklamą albo ściemą.
Najbardziej absurdalne jest to, że te grupy często nazywają się „pomocowe”, „informacyjne” albo „dla mieszkańców”. W rzeczywistości pełnią funkcję zbiorowego wylotu emocji. Ludzie, którzy nie mają wpływu na własne życie, odreagowują na obcych w internecie. Bez konsekwencji. Bez odpowiedzialności. Bez refleksji.
Oczywiście, są pytania naiwne. Są pytania głupie. Pytanie o pogodę za pięć tygodni faktycznie świadczy o braku wiedzy, jak działają prognozy. Ale nawet wtedy odpowiedzią powinna być informacja, a nie lincz. Nikt nie rodzi się z pełną wiedzą. Od tego jest rozmowa. Albo była.
Problem polega na tym, że Facebook i inne platformy społecznościowe od lat premiują konflikt. Algorytmy nie promują merytorycznych odpowiedzi. Promują emocje. Im więcej złości, tym większy zasięg. Im większa awantura, tym lepiej dla platformy. Hejt się klika. Spokój nie.
Do tego dochodzi poczucie bezkarności. W realnym świecie mało kto odważyłby się powiedzieć drugiemu człowiekowi prosto w twarz to, co pisze w internecie. Online znikają hamulce. Znika empatia. Znika odpowiedzialność. Zostaje ego i frustracja.
Jeszcze groźniejszy jest jednak inny aspekt tego zjawiska. Politycy i ich zaplecza bardzo szybko zrozumieli, że facebookowe grupy to idealne narzędzie do sterowania nastrojami. Zamiast walczyć z realnymi zagrożeniami, takimi jak oszustwa internetowe, wyłudzenia, fałszywe inwestycje czy cyberprzestępczość, wolą podsycać konflikty i polaryzację.
Agatowska doprowadzi Świnoujście do bankructwa ? – dane są przerażające
Ludzie, którzy mówią prawdę, są atakowani. Ci, którzy wskazują niekompetencję lub korupcję władzy, są wyśmiewani lub uciszani. Zamiast debaty mamy nagonkę. Zamiast rozwiązywania problemów mamy cenzurę i odwracanie uwagi. Hejt staje się narzędziem politycznym.
To prowadzi do sytuacji, w której internet przestaje pełnić funkcję informacyjną. Zwykli ludzie przestają pytać, bo wiedzą, że zostaną zaatakowani. Przestają dzielić się doświadczeniem, bo zostaną wyśmiani. Przestają ostrzegać innych, bo ktoś nazwie ich panikarzami albo oszustami.
W efekcie tracą wszyscy. Społeczność traci wiedzę. Nowi użytkownicy tracą dostęp do informacji. A przestrzeń publiczna zamienia się w bagno, w którym wygrywa ten, kto krzyczy głośniej.
Najbardziej ironiczne jest to, że wielu hejterów uważa się za ekspertów. Ludzie bez wiedzy, bez doświadczenia, często bez podstawowych kompetencji, pouczają innych z pozycji moralnej wyższości. Internet stworzył iluzję, że każdy ma rację. I że rację ma ten, kto obrazi mocniej.
Facebookowe grupy w obecnym kształcie nie rozwiązują problemów. One je pogłębiają. Nie pomagają ludziom. One ich zniechęcają. Nie budują wspólnoty. One ją niszczą.
Dlatego coraz więcej osób świadomie odcina się od takich miejsc. Szuka informacji gdzie indziej. Albo rezygnuje całkowicie z zadawania pytań. To jest dramat współczesnego internetu. Narzędzie, które miało łączyć ludzi, stało się narzędziem ich wzajemnego niszczenia.
Internet nie musi taki być. Ale dopóki hejt będzie bezkarny, a algorytmy będą nagradzać agresję, nic się nie zmieni. Dopóki politycy będą wykorzystywać emocje zamiast rozwiązywać realne problemy, facebookowe grupy pozostaną ściekiem.
I nie ma sensu udawać, że jest inaczej. Bo każdy, kto spędził w nich więcej niż kilka dni, doskonale wie, jak to wygląda.
