Strona główna » Czy w Świnoujściu powstaje polityczna sekta? Gdy pytanie do władzy staje się „atakiem”

Czy w Świnoujściu powstaje polityczna sekta? Gdy pytanie do władzy staje się „atakiem”

by danielszysz
Czy w Świnoujściu powstaje polityczna sekta? Gdy pytanie do władzy staje się „atakiem”

Demokracja umiera nie wtedy, gdy ludzie pytają. Demokracja umiera wtedy, gdy za pytania zaczyna się karać.

W Świnoujściu coraz częściej można odnieść wrażenie, że zwykłe pytanie skierowane do władz miasta urasta do rangi politycznej zbrodni. Mieszkaniec pyta o inwestycję. Dziennikarz pyta o wydatki. Przedsiębiorca pyta o decyzję urzędników. Zamiast odpowiedzi pojawia się natychmiastowa fala ataków, wyzwisk i oskarżeń.

Nie odpowiada się na pytanie.

Atakuje się pytającego.

To zjawisko staje się coraz bardziej widoczne i coraz bardziej niepokojące.

Ci sami ludzie kiedyś żądali kontroli. Dziś nie tolerują pytań

Jeszcze kilka lat temu wiele osób obecnie związanych z obozem władzy domagało się pełnej transparentności. Krytykowano każdą decyzję poprzedników. Żądano dokumentów. Domagano się wyjaśnień. Padały oskarżenia o brak przejrzystości i ukrywanie informacji.

Wówczas kontrola społeczna była przedstawiana jako najwyższa wartość.

Dzisiaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

Gdy mieszkańcy pytają o opóźnienia inwestycji, wydawanie publicznych pieniędzy, zatrudnienie w spółkach miejskich czy decyzje podejmowane przez urzędników, nie otrzymują odpowiedzi.

Otrzymują etykietkę.

„Hejter”.
„Przeciwnik”.
„Wróg miasta”.
„Człowiek poprzedniej władzy”.

Tak wygląda mechanizm, który nie ma nic wspólnego z debatą publiczną.

Gdy polityka zamienia się w religię

Najbardziej niebezpieczny moment następuje wtedy, gdy zwolennicy polityków przestają oceniać ich działania, a zaczynają ich wyznawać.

W normalnej demokracji polityk jest pracownikiem mieszkańców.

W systemie opartym na ślepym uwielbieniu polityk staje się nieomylnym przywódcą, którego nie wolno krytykować.

To właśnie wtedy pojawia się zjawisko określane przez badaczy jako polityczne sekciarstwo.

Nie liczą się fakty.

Nie liczą się dokumenty.

Nie liczą się argumenty.

Liczy się wyłącznie lojalność wobec grupy.

Jeżeli ktoś zadaje pytanie, automatycznie zostaje uznany za wroga.

Jeżeli ktoś wskazuje problem, zostaje oskarżony o działanie przeciwko miastu.

Jeżeli ktoś oczekuje wyjaśnień, jest przedstawiany jako osoba szukająca konfliktu.

To nie jest demokracja.

To jest niebezpieczny mechanizm społeczny, który prowadzi do zamknięcia każdej debaty.

Dlaczego mieszkańcy powinni być zaniepokojeni

Największym zagrożeniem nie jest pojedynczy agresywny komentarz w internecie.

Największym zagrożeniem jest efekt zastraszenia.

Mieszkańcy widzą, co spotyka osoby zadające niewygodne pytania.

Widzą publiczne wyśmiewanie.

Widzą internetowe nagonki.

Widzą próby ośmieszania dziennikarzy i społeczników.

W rezultacie coraz więcej osób dochodzi do prostego wniosku:

„Lepiej nic nie mówić”.

I właśnie wtedy demokracja zaczyna przegrywać.

Bo samorząd działa dobrze tylko wtedy, gdy mieszkańcy patrzą mu na ręce.

CZY W ŚWINOUJŚCIU POWSTAŁA POLITYCZNA SEKTA? GDY PYTANIE STAJE SIĘ „ATAKIEM”

Miasto nie jest własnością polityków

Warto przypomnieć rzecz fundamentalną.

Urząd miasta nie należy do prezydenta.

Rada miasta nie należy do radnych.

Spółki miejskie nie należą do politycznych środowisk.

To wszystko jest własnością mieszkańców.

To mieszkańcy finansują funkcjonowanie samorządu poprzez podatki.

To mieszkańcy mają prawo pytać.

To mieszkańcy mają prawo oczekiwać odpowiedzi.

To mieszkańcy mają prawo krytykować.

Nikt nie musi przepraszać za zadawanie pytań dotyczących publicznych pieniędzy.

Nikt nie musi tłumaczyć się z zainteresowania sprawami miasta.

Nikt nie powinien być atakowany za korzystanie ze swoich obywatelskich praw.

Władza potrzebuje kontroli, nie klakierów

Każda władza popełnia błędy.

Tak było wczoraj.

Tak jest dzisiaj.

Tak będzie jutro.

Dlatego zdrowa demokracja potrzebuje ludzi, którzy pytają.

Potrzebuje mieszkańców, którzy sprawdzają.

Potrzebuje dziennikarzy, którzy kontrolują.

Potrzebuje radnych, którzy patrzą urzędnikom na ręce.

Nie potrzebuje armii internetowych klakierów przekonanych, że ich polityczni faworyci są nieomylni.

Historia pokazuje jednoznacznie, że największe błędy władz pojawiają się tam, gdzie nikt nie odważa się zadawać pytań.

Świnoujście potrzebuje rozmowy, a nie wojny

Miasto rozwija się wtedy, gdy mieszkańcy mogą swobodnie dyskutować o jego przyszłości.

Nie wtedy, gdy każda krytyka wywołuje polityczną histerię.

Nie wtedy, gdy niewygodne pytania zastępuje się wyzwiskami.

Nie wtedy, gdy mieszkańcy boją się zabierać głos.

Świnoujście potrzebuje otwartej debaty.

Potrzebuje transparentności.

Potrzebuje odpowiedzi na pytania.

Bo pytanie nie jest atakiem.

Kontrola nie jest hejtem.

A demokracja nie polega na bezrefleksyjnym przyklaskiwaniu władzy.

Demokracja polega na tym, że mieszkańcy mają prawo powiedzieć:

„Sprawdzam”.

I nikt nie powinien ich za to atakować.

Czy w Świnoujściu powstaje polityczna sekta? Gdy pytanie do władzy staje się „atakiem”

Czy w Świnoujściu powstaje polityczna sekta? Gdy pytanie do władzy staje się „atakiem”

 

NAJCZĘŚCIEJ ZADAWANE PYTANIA. PUNKT WIDOKOWY W ŚWINOUJŚCIU BEZ WIDOKU?

ŚWINOUJŚCIE ZABUDOWUJE SIĘ APARTAMENTOWCAMI. ALE CZY KTOŚ W OGÓLE POLICZYŁ, CO BĘDZIE ZA 20 LAT?

You may also like