Nawet dziewięć milionów złotych mogą kosztować tramwaje wodne planowane w Świnoujściu. Projekt może zostać uruchomiony po podpisaniu porozumienia pomiędzy miastem, Zarządem Morskich Portów Szczecin i Świnoujście oraz GAZ-SYSTEM.
Kwota robi wrażenie. Jeszcze ważniejsze jest jednak inne pytanie:
Kto tak naprawdę będzie beneficjentem tego projektu?
Czy mieszkańcy Warszowa, którzy od lat żyją w sąsiedztwie portu, terminala LNG, ciężkiego transportu i kolejnych wielkich inwestycji?
Czy turyści, którzy otrzymają nową atrakcję i wygodne połączenie?
A może jeden lub kilku przedsiębiorców, których lokale, obiekty noclegowe, mariny lub atrakcje znajdą się przy planowanej trasie tramwaju wodnego?
Publiczne miliony, prywatne korzyści?
Jeżeli tramwaje wodne zostaną sfinansowane z pieniędzy pochodzących od spółek portowych, GAZ-SYSTEM albo ze środków związanych z rekompensatami dla prawobrzeża, mieszkańcy mają prawo dokładnie wiedzieć, gdzie trafi każda złotówka.
Nie wystarczy powiedzieć, że tramwaj wodny będzie atrakcją dla całego miasta.
Trzeba pokazać, kto otrzyma największe korzyści finansowe.
Czy trasa będzie prowadziła do miejsc należących do prywatnych przedsiębiorców?
Czy publicznie finansowany transport zwiększy ruch klientów w konkretnych lokalach, marinach, hotelach lub punktach turystycznych?
Czy operator tramwajów wodnych zostanie wybrany w otwartym postępowaniu?
Czy miasto będzie dopłacało do każdego kursu, podczas gdy zyski z większego ruchu turystycznego trafią do prywatnych firm?
To są pytania o miliony złotych. Nie można ich zbyć ogólnymi hasłami o rozwoju turystyki.
Czy mieszkańcy Warszowa będą tylko tłem?
Warszów od lat ponosi realne koszty rozwoju portu. Mieszkańcy mierzą się z ruchem ciężarowym, hałasem, inwestycjami przemysłowymi i zmianami w najbliższym otoczeniu.
Jeżeli pojawiają się pieniądze mające łagodzić skutki tych inwestycji, naturalnym beneficjentem powinni być właśnie mieszkańcy prawobrzeża.
Powinny powstać drogi, chodniki, tereny rekreacyjne, miejsca spotkań, infrastruktura dla dzieci i seniorów, zabezpieczenia przed hałasem oraz rozwiązania poprawiające codzienne bezpieczeństwo.
Tymczasem może się okazać, że znacząca część pieniędzy zostanie przeznaczona na transport turystyczny.
Wtedy mieszkańcy Warszowa mogą zostać wykorzystani jako uzasadnienie dla zdobycia środków, ale rzeczywiste korzyści trafią gdzie indziej.
Tramwaj wodny dla mieszkańców czy sezonowa atrakcja?
Aby tramwaj wodny można było uznać za inwestycję dla mieszkańców, powinien odpowiadać na ich codzienne potrzeby.
Powinien kursować regularnie, także poza sezonem wakacyjnym. Bilety powinny być dostępne cenowo. Trasa powinna ułatwiać dojazd do pracy, szkół, urzędów, sklepów i placówek medycznych.
Jeżeli jednostki będą pływały głównie latem, w godzinach dopasowanych do turystów i pomiędzy atrakcjami, trudno będzie mówić o realnym transporcie publicznym.
Będzie to przede wszystkim produkt turystyczny.
Nie ma nic złego w inwestowaniu w turystykę. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, kto za to płaci i kto na tym zarabia.
Dziewięć milionów to dopiero początek
Koszt uruchomienia tramwajów wodnych może wynieść nawet dziewięć milionów złotych. Do tego mogą dojść wydatki na nabrzeża, przystanki, zabezpieczenia, zaplecze techniczne i system biletowy.
Później pojawią się kolejne koszty:
wynagrodzenia załóg,
paliwo lub energia,
ubezpieczenie,
przeglądy techniczne,
naprawy,
serwis,
utrzymanie nabrzeży,
ochrona i obsługa pasażerów.
Kto będzie pokrywał te wydatki?
Czy tramwaje utrzymają się ze sprzedaży biletów?
Czy miasto będzie co roku dopłacało do ich funkcjonowania?
Czy mieszkańcy Warszowa otrzymają bezpłatne lub ulgowe przejazdy?
Bez tych informacji nie można stwierdzić, że projekt powstaje dla lokalnej społeczności.
Kto zostanie operatorem?
Jednym z najważniejszych pytań jest to, kto będzie obsługiwał tramwaje wodne.
Czy operatorem zostanie miejska spółka?
Czy zostanie ogłoszony przetarg?
Czy zadanie otrzyma prywatny przedsiębiorca?
Na jak długo zostanie podpisana umowa?
Jakie wynagrodzenie otrzyma operator?
Czy miasto zagwarantuje mu określoną liczbę kursów albo dopłaty niezależnie od liczby pasażerów?
Jeżeli publiczne pieniądze sfinansują jednostki, nabrzeża i bieżące funkcjonowanie, a prywatny operator otrzyma pewny kontrakt, trzeba jasno powiedzieć, kto będzie największym beneficjentem całej operacji.
Gdzie są analizy i wyliczenia?
Przed podpisaniem porozumienia mieszkańcy powinni poznać pełną analizę ekonomiczną projektu.
Należy ujawnić przewidywaną liczbę pasażerów, wpływy z biletów, koszt jednego kursu, wysokość dopłat oraz planowaną trasę.
Trzeba również pokazać, jakie firmy i atrakcje turystyczne znajdują się przy poszczególnych przystankach.
Dopiero wtedy będzie można ocenić, czy tramwaj wodny jest inwestycją dla mieszkańców, czy publicznie finansowanym dowozem klientów do prywatnych biznesów.
Każde wiadro ma dno
Pieniądze nie są nieograniczone.
Jeżeli dziś przeznaczymy kilka milionów złotych na tramwaje wodne, jutro może zabraknąć środków na inne inwestycje dla prawobrzeża.
Dlatego mieszkańcy muszą wiedzieć, czy pieniądze trafiają tam, gdzie obciążenia związane z rozwojem portu są największe.
Nie wystarczy przeciąć wstęgi, zrobić zdjęcia i ogłosić kolejnego sukcesu.
Trzeba odpowiedzieć na proste pytanie:
Kto naprawdę zyska?
Mieszkańcy Warszowa?
Turyści?
Operator tramwajów?
Właściciele lokali i atrakcji znajdujących się przy trasie?
A może wszyscy zapłacą, ale zarobi tylko wąska grupa?
Miasto powinno ujawnić dokumenty
Zanim zostanie podpisane porozumienie, mieszkańcy powinni poznać jego treść.
Miasto powinno ujawnić:
źródło finansowania,
całkowity koszt projektu,
koszt budowy nabrzeży,
planowane trasy i przystanki,
zasady wyboru operatora,
roczne koszty utrzymania,
prognozowane wpływy z biletów,
wysokość dopłat z budżetu,
korzyści dla mieszkańców Warszowa,
listę podmiotów, które mogą odnieść korzyści gospodarcze.
Bez tych danych mieszkańcy otrzymają jedynie reklamowe hasła, a nie rzetelną informację.
Kto naprawdę jest beneficjentem?
Beneficjentem powinien być mieszkaniec.
To on powinien zyskać lepszą komunikację, łatwiejszy dojazd, tańszy transport i poprawę jakości życia.
Jeżeli jednak projekt będzie działał głównie w sezonie, woził przede wszystkim turystów i zwiększał obroty konkretnych prywatnych firm, rzeczywistymi beneficjentami nie będą mieszkańcy Warszowa.
Będą nimi przedsiębiorcy obsługujący ruch turystyczny oraz operator całego systemu.
Dlatego przed wydaniem milionów złotych trzeba odpowiedzieć nie tylko na pytanie, ile będzie kosztował tramwaj wodny.
Najważniejsze pytanie brzmi:
Kto na nim zarobi, kto będzie do niego dopłacał i co z tego otrzymają mieszkańcy Warszowa?
Dopóki miasto nie pokaże dokumentów, kosztów i zasad finansowania, podejrzenie pozostanie jedno:
publiczne pieniądze mogą zostać wydane pod hasłem pomocy mieszkańcom, ale rzeczywiste korzyści trafią do turystów i prywatnego biznesu.
Mieszkania w Świnoujściu nadal przyciągają kupujących. Dlaczego warto zainwestować właśnie teraz?
Miliony na tramwaje wodne. Czy pieniądze dla Warszowa trafią na obsługę turystów?
Porozumienie za plecami mieszkańców Warszowa? Dlaczego władze Świnoujścia nie chcą pokazać projektu dokumentu?







