Strona główna » Biało-czerwoni tylko od święta. Oto smutna prawda o polskim patriotyzmie

Biało-czerwoni tylko od święta. Oto smutna prawda o polskim patriotyzmie

Patriotyzm na jeden dzień. 11 listopada wszyscy są Polakami, potem wraca normalność

by danielszysz
Biało-czerwoni tylko od święta. Oto smutna prawda o polskim patriotyzmie

Patriotyzm na jeden dzień. Biało-czerwone szaliki, wielkie słowa i zero odwagi na co dzień

Raz w roku, dokładnie 11 listopada, Polska nagle zamienia się w biało-czerwony festyn. Ludzie wyciągają z szaf flagi, szaliki, chorągiewki. Zakładają je z dumą, robią zdjęcia, kręcą filmiki, wrzucają na Instagram. Uśmiechy, patos, przemówienia – wygląda to pięknie.

Ale jest jeden problem.
To wszystko trwa jeden dzień.

Bo następnego ranka, kiedy schnie jeszcze farba z patriotycznych memów i hasztagów, zaczyna się codzienność. A w tej codzienności ci sami ludzie:

  • reprezentują interesy nie Polski,

  • tylko Niemiec, Rosji, ewentualnie kogokolwiek, kto akurat potrafi mocniej przycisnąć.

Marsz wolności, marsz ku wolności, marsz dla wolności – byle nie Marsz Niepodległości

W tym roku każda gmina i każdy powiat poczuł obowiązek, żeby „coś zorganizować”.
Powstały więc dziesiątki marszów: wolności, ku wolności, dla ojczyzny, dla historii, dla pamięci.

Wszystko pięknie, gdyby nie jedno:
wszyscy omijają jak ogień słowa „Marsz Niepodległości”.

Bo ten prawdziwy – jedyny, największy, z tradycją – odbywa się w Warszawie. I choć niezależny, oddolny, niewygodny dla polityków – to właśnie on pokazuje, czym patriotyzm może być naprawdę.

Lokale marsze?
Często wyglądają jak uroczyste przedstawienie dla kamer. Zadbane dekoracje, ustawieni uczestnicy, kontrolowane przemówienia. Wszystko pod linijkę. Wszystko pod narrację.

Hipokryzja w biało-czerwonym szaliku

Wzruszający jest widok polityków, radnych i aktywistów, którzy przez 364 dni:

  • blokują strategiczne inwestycje, jeśli nie pasują sąsiadom z Zachodu,

  • powtarzają narracje pisane w Berlinie lub Brukseli,

  • oburzają się na polskie interesy, jeśli komuś z zewnątrz przeszkadzają,

  • wycierają sobie usta europejskimi hasłami, gdy trzeba odebrać Polsce prawo do decydowania o sobie.

A potem przychodzi 11 listopada i…
wszyscy nagle stają się „dumnymi patriotami”.

Ponieważ jest święto, bo są kamery, bo trzeba się pokazać. Bo jak powiedzą cokolwiek od siebie, to może ktoś to nagra i wrzuci do sieci.

Patriotyzm to nie selfie z flagą

To nie:

  • szalik,

  • przemowa,

  • marsz,

  • zdjęcie z rodziną przy pomniku.

Patriotyzm to jest codzienna konsekwencja.
To głosowanie za interesem Polski.
To odwaga mówienia „nie” obcym wpływom.
To stanie za państwem wtedy, kiedy nie ma kamer, kiedy nikt nie klaszcze i nikt nie robi zdjęć.

Patriotyzm to 12 miesięcy pracy – a nie jeden dzień świętowania.

11 listopada to lustro. Widać w nim, kto jest kim

Gdy się patrzy na tłumy lokalnych „patriotów”, którzy chętnie niosą flagę, ale milkną, gdy trzeba bronić interesów własnego kraju, trudno nie zauważyć jednej rzeczy:

Patriotyzm w Polsce stał się dekoracją.

Jednodniową, wygodną, pozbawioną ryzyka.

A prawdziwy test przychodzi dopiero po święcie.
Bo po 11 listopada zaczynają się zwykłe dni, w których trzeba wybrać – komu służyć naprawdę.

I tu właśnie wychodzi cała prawda.

You may also like